luty 2008


Tak, zrobiłem to. Wypełniłem test psychologiczny na pracuj.pl. O matko, co to się porobiło. Najpierw mi się pokazało na ekranie. Zamknąłem to szybko, bo jestem wrażliwy na oceny i nie chciałem wystawiać się na pokuszenie, zwłaszcza, że ostatnio robiłem porządek w starych szpargałach i żyletki (czy ktoś jeszcze pamięta, co to jest żyletka) leżą gdzieś niedaleko.Ale potem przyszedł mail. I tam jest czarno na białym. Nie ucieknę od tego. Nie da się. No dobra, to napiszę, co mi tam. Jestem mniej więcej taki:

niska automotywacja

==X================== wysoka automotywacja

niska odpowiedzialność

==X================== wysoka odpowiedzialność

niski perfekcjonizm

==X================== wysoki perfekcjonizm

niska samokontrola

==X================== wysoka samokontrola

niska umiejętność radzenia sobie ze zmianami

======X============== wysoka umiejętność radzenia sobie ze zmianami

niskie zorganizowanie

==X================== wysokie zorganizowanie

Nieźle. Sam bym siebie nie zatrudnił. Nie licząc już tego, że najchętniej to bym się wyrzucił z domu. i jeszcze coś takiego na podsumowanie mi napisali:

  • twój poziom samokontroli jest niższy niż w przypadku większości osób
  • zastanów się nad (…) konsultacjami z psychologiem
  • w mniejszym niż inni stopniu jesteś skłonny skupiać się (…) na szczegółach
  • mniej niż inni skupiasz się na wysokiej jakości wykonywanej przez ciebie pracy
  • łatwiej niż innym jest ci porzucić niezrealizowane do końca zadanie
  • jesteś osobą mniej odpowiedzialną niż inni
  • w mniejszym stopniu cechują cię takie przymioty jak: obowiązkowość, rzetelność, wiarygodność, uczciwość
  • w mniejszym stopniu zdajesz sobie sprawę z konsekwencji własnego zachowania
  • trudniej niż innym będzie ci zrobić karierę na stanowisku managerskim
  • słabsze niż u innych zorganizowanie

No, to teraz chyba muszę zastanowić się nad sobą. I nad sensem mojego życia…

Obejrzałem film “Królestwo”. Jak to mówią – fajna strzelanka. Niemalże zabili go i uciekł. Nie pisałbym o tym filmie, gdyby nie to, że mnie zirytował.

Zirytował mnie z dwóch powodów. Po pierwsze jest w nim sporo głupot. FBI wysyła do Arabii Saudyjskiej agenta-kobietę. Agenci jadący do Arabii Saudyjskiej nic nie wiedzą o zwyczajach tam panujących. Toż to bzdura wierutna.

No i po drugie – obraz Arabii Saudyjskiej. No po prostu nie mogę. Już sobie wyobrażam, jak po obejrzeniu tego filmu kolejne osoby w USA lub w Europie utwierdzają się w przekonaniu, że Arabia Saudyjska to kraj terrorystów. Co za bzdura. Gdybym tam nie był, to może nie irytowałoby mnie to tak strasznie. Ale byłem. Widziałem. Spotykałem ludzi.

Rzeczywiście, kilka lat temu był problem. Było tak, że w Arabii Saudyjskiej schronienia szukali ludzie Al-Kaidy. Niemniej spotkali się z takim potraktowaniem ze strony rządu i, co najważniejsze, ludzi, że dzisiaj praktycznie nie mają czego szukać na terenie Królestwa.

Co więcej – osobiście nie spotkałem nigdzie na świecie ludzi tak podobnych do nas, do Słowian, jak Arabowie w Arabii Saudyjskiej. Czasami siedząc z nimi przy ognisku na pustyni lub w restauracji w nowoczesnym centrum handlowym czułem się jak w domu. I myślałem – jak wiele możemy się od Nich nauczyć. Sposób traktowania gości / przyjezdnych, gościnność, stosunek do rodziny, do przyjaciół – na prawdę chciałbym, żebyśmy nauczyli się tego od Arabów.

Generalnie film mnie denerwuje. Bo będzie dzielił. I tworzył fałszywy obraz. I nikomu nie pomoże. Zamiast zasypywać podziały, będzie je pogłębiał. Słabo :-(

A poza tym niektóre zdjęcia nie są z Arabii. Bo to, co pokazywane jest jako pałac, to tak naprawdę hotel. Ale nie w Arabii Saudyjskiej, nie w Rijadzie, ale w Abu Dabi. Skucha.

Jeszcze jedno przemyślenie – wiem, że film nawiązuje do wydarzeń w 1996 roku. Ale nie widać tego w samym filmie – przez co odbieram go jako próbę pokazania obecnej rzeczywistości. To chyba jest najgorsze, bo absolutnie niezgodne z prawdą.

Czy to, że ktoś dokonuje wpisu na blogu raz na 2 miesiące jest równoznaczne ze stwierdzeniem, że myśli tylko 6 razy do roku?

To chyba zbyt śmiała teza. Może za kilka, kilkanaście lat. Ale chyba jeszcze nie teraz…

Pewien mądry człowiek powiedział: marketing usług powinien charakteryzować się szybkością, elastycznością i życzliwością.

Druzgoczące jest to, że nawet, jeżeli mógłbym powiedzieć, że działam elastycznie, na pewno nie jestem szybki. A o życzliwości to w ogóle nie ma mowy.

Dlaczego? Co jest przyczyną?

Mam kilka podejrzeń. Pierwsze to to, że nie rozróżniam celu od motywacji. O tym za chwilę. Drugie to to, że nie lubię ludzi. Tylko dlaczego ich nie lubię?

Wracając do celu i motywacji. Zawsze myślałem, że istotne jest rozróżnienie pomiędzy zarabianiem, układaniem kamieni a katedrą. Tak jest w pierwszej wersji opowieści.

Koziołek Matołek podszedł do robotników pracujących na budowie.
– Co robicie? – zapytał.
– Zarabiam na życie – odparł pierwszy.
– Układam kamienie – stwierdził drugi.
– Buduję katedrę – powiedział trzeci.

Okazuje się jednak, że jest też inna wersja tej opowieści.

Koziołek Matołek podszedł do robotników pracujących na budowie.
– Co robicie? – zapytał.
– Układam kamienie – odparł pierwszy.
– Zarabiam na podróż do Królestwa księdza Jana – stwierdził drugi.
– Buduję katedrę – powiedział trzeci.

Najbardziej nurtuje mnie to, że pierwsza wersja jest na temat projektu. I celu projektu. Druga natomiast jest na temat motywacji i przyczyn powodujących, że wstaje się rano z łóżka.

Sądzę, że tak samo jest z szybkością i życzliwością. Nie jestem szybki, bo układam kamienie w wersji drugiej. Nie jestem życzliwy z tego samego powodu. I nie ma znaczenia, że buduję katedrę w wersji pierwszej. Szkoda, że to nie jest ta sama katedra.

Dobra wiadomość jest taka: teraz już wiem. Mogę to zmienić :-)