Obejrzałem film “Królestwo”. Jak to mówią – fajna strzelanka. Niemalże zabili go i uciekł. Nie pisałbym o tym filmie, gdyby nie to, że mnie zirytował.

Zirytował mnie z dwóch powodów. Po pierwsze jest w nim sporo głupot. FBI wysyła do Arabii Saudyjskiej agenta-kobietę. Agenci jadący do Arabii Saudyjskiej nic nie wiedzą o zwyczajach tam panujących. Toż to bzdura wierutna.

No i po drugie – obraz Arabii Saudyjskiej. No po prostu nie mogę. Już sobie wyobrażam, jak po obejrzeniu tego filmu kolejne osoby w USA lub w Europie utwierdzają się w przekonaniu, że Arabia Saudyjska to kraj terrorystów. Co za bzdura. Gdybym tam nie był, to może nie irytowałoby mnie to tak strasznie. Ale byłem. Widziałem. Spotykałem ludzi.

Rzeczywiście, kilka lat temu był problem. Było tak, że w Arabii Saudyjskiej schronienia szukali ludzie Al-Kaidy. Niemniej spotkali się z takim potraktowaniem ze strony rządu i, co najważniejsze, ludzi, że dzisiaj praktycznie nie mają czego szukać na terenie Królestwa.

Co więcej – osobiście nie spotkałem nigdzie na świecie ludzi tak podobnych do nas, do Słowian, jak Arabowie w Arabii Saudyjskiej. Czasami siedząc z nimi przy ognisku na pustyni lub w restauracji w nowoczesnym centrum handlowym czułem się jak w domu. I myślałem – jak wiele możemy się od Nich nauczyć. Sposób traktowania gości / przyjezdnych, gościnność, stosunek do rodziny, do przyjaciół – na prawdę chciałbym, żebyśmy nauczyli się tego od Arabów.

Generalnie film mnie denerwuje. Bo będzie dzielił. I tworzył fałszywy obraz. I nikomu nie pomoże. Zamiast zasypywać podziały, będzie je pogłębiał. Słabo :-(

A poza tym niektóre zdjęcia nie są z Arabii. Bo to, co pokazywane jest jako pałac, to tak naprawdę hotel. Ale nie w Arabii Saudyjskiej, nie w Rijadzie, ale w Abu Dabi. Skucha.

Jeszcze jedno przemyślenie – wiem, że film nawiązuje do wydarzeń w 1996 roku. Ale nie widać tego w samym filmie – przez co odbieram go jako próbę pokazania obecnej rzeczywistości. To chyba jest najgorsze, bo absolutnie niezgodne z prawdą.